czwartek, 2 lutego 2012

Nieoczekiwane skutki wyprawy na strych


Postanowiłam włożyć w ramki kilka zdjęć przodków i zrobić parę kartek w stylu retro. Inspirując się pomysłami blogowych koleżanek zdecydowałam, że wykorzystam jako tło wyżej wymienionych prac "kartki ze starych książek". Podczas wizyty u rodziców wymknęłam się na stryszek i pobuszowałam między starymi książkami. Znalazłam co nieco i zadowolona przystąpiłam do oglądania znalezisk i wyrywania z nich kartek. Nagle - STOP ! Toż to rodzinne "białe kruki" ! Siostra, jak to zobaczyła, kazała mi ubrać rękawiczki do przewracania cennych kartek, hi hi.

Zaczęły się opowieści rodzinne. Ta książka należała do wujka, który był posłem i trochę pomieszkiwał u dziadków. Kolejna książka, to podręcznik wujka Kazika, który przed wojną kończył gimnazjum. I tak dalej, i tak dalej. I co, moje kochane ?! Zostałam bez materiałów do prac ręcznych !

Uwielbiam czytać, kocham książki i nie zrobię im krzywdy. Bądźcie spokojne. Karteczek nie powyrywałam, chociaż rączki mnie świerzbiły, bo tak ładnie NATURALNIE pożółkły (te karteczki, nie rączki). W kolorze sepii. Położę je na półce i od czasu do czasu będę podziwiać (w rękawiczkach, hi hi). Buuu i co mam teraz zrobić ? Czekają mnie więc kolejne wyprawy na strychy i stryszki rodzinne.

Oto moje znaleziska:




Podręcznik Ignacego Chrzanowskiego "Historya literatury niepodległej Polski" z początku XX-ego wieku. Brakuje niestety pierwszej i ostatniej strony, więc nie jestem pewna roku wydania.








Kolejna pozycja to "Dziady" z 1920 roku.






A teraz podręcznik szkolny, którego lektura wzbudza w nas wesołość. Od tamtej pory zmieniło się niemalże wszystko.



Czytajcie Dzieci i uczcie się ! :)))



A teraz nauki dotyczące kąpieli rzecznej :)

  
Zaraz, zaraz - przed wejściem "do wody w rzece" zmoczyć głowę, żeby nie oziębiać nóg ?! :)


Podobno "Zosia i Walek mieli dziś niezwykłą przyjemność" przy kopaniu studni. Wow !



A z tyłu książki ówczesna reklama :)



Wreszcie wydania tuż-tuż-powojenne


















Tymczasem wykonałam 2 karteczki z udziałem zdjęć, koronek i kwiatków, bez rzeczonego tła z kartek starej książki.







Moja ciocia w przedstawieniu teatru amatorskiego




I w tym zadumaniu nad kolejami losu ludzi i książek pozostawiam Was...

Wasza Umbrelka.

środa, 1 lutego 2012

Zabawa w seriale


Do zabawy w seriale zaprosiła mnie koko1971. Dziękuję za wyróżnienie (już ja Ci się odwdzięczę hi hi).

Oto zasady:
  1. Należy opublikować logo zabawy (zdjęcie poniżej) na swoim blogu.
  2. Napisać, kto nas zaprosił do zabawy.
  3. Zaprosić co najmniej 5 osób prowadzących blog do opisania swoich ulubionych seriali.
  4. Wymienić (i opisać) swoje ulubione seriale. 


Sęk w tym, że teraz już nie oglądam seriali. Nie znoszę tego wrażenia, że trzeba być stale obecnym przed telewizorem, a jak się przegapi kilka odcinków, to nie wiadomo "kto zabił ???".

Moje typy z przeszłości:
  1. Co ludzie powiedzą ?
    Mój absolutny Numer 1. Większość odcinków mam na płytkach CD i oglądam, jak mi źle. Ten typ humoru bardzo mi odpowiada. Uwielbiam Hiacyntę za jej dążenie do bycia Perfekcyjną Panią Domu. Nie żebym była kopią Hiacynty hi hi, ale mój mąż mógłby niejedno na ten temat powiedzieć :)

    plakat do filmu Co ludzie powiedzą? (1990)
    Hiacynta (świetnie zagrana przez Patricie Routledge) należy do przeklętej klasy średniej. Aspiruje wyżej, ale niestety część jej rodziny (Powolniak w podkoszulku, Stokrotka i Róża nieustannie szukająca męża) ściąga ją niżej. Hiacynta to nadzwyczaj silna osobowość, która nigdy nikogo nie słucha, sama narzucając wszystkim swoje zdanie. To sprawia, że boi się jej własny mąż, sąsiedzi i wszyscy znajomi.
  2. Czterdziestolatek
    Tak wierny obraz tamtych lat, że aż śmieszy (wówczas do śmiechu nam raczej nie było). Stefan Karwowski nadgorliwie stara się wypełniać wszystkie polecenia zwierzchników, co wpędza go w kolejne kłopoty. Czasami oglądam powtórki na Kino Polska i niezmiennie śmieszą mnie perypetie rodziny Karwowskich i ich sąsiadów, rodziny, znajomych i przyjaciół.
    Czterdziestolatek (1974)
    Czterdziestolatek, to serial o pokręconej rzeczywistości lat 70-tych, obnażający absurdy Polski socjalistycznej. Inżynier Karwowski jest dumnym posiadaczem Fiata 126p i własnego M.
  3. Miasteczko Twin Peaks
    Za klimat, niesamowite jak na tamte czasy ujęcie problemów społeczności tytułowego miasteczka. Natychmiast zakochałam się w muzyce tego serialu. Przystojni aktorzy też nie byli bez znaczenia :)
    plakat do filmu Miasteczko Twin Peaks (1990)
    Serial telewizyjny Davida Lyncha i Marka Frosta, który już w trakcie pierwszej emisji zyskał sobie miano "kultowego". Twórcy przedstawili w nim pozornie sielskie i radosne miasteczko, zamieszkane przez sympatycznych ludzi. Ale w Twin Peaks kryją się także najmroczniejsze dusze i ponure sekrety.
  4. Panna Marple
    To nie serial, ale kto mnie trochę zna, to wie, że kocham Agatę Christie i obejrzałam wszystkie ekranizacje jej powieści. Uwielbiam ten klimat, sposób pokazania angielskiej prowincji, trafny dobór aktorów.

    Panna Marple mieszka w małej wiosce St. Mary Mead. Na pozór jest typową, trochę wścibską starą panną. Ale gdy musi zmierzyć się z zagadkami kryminalnymi, wykazuje niesłychaną bystrość umysłu. Zgodnie z tradycyjnymi wzorcami powieści kryminalnej wprowadza w zakłopotanie stróżów porządku, którzy zajmują się sprawami kryminalnymi.
  5. Przepis na życie
    Trochę dlatego, że latem tego roku spotkałam scenarzystkę tego serialu i znaną aktorkę Agnieszkę Pilaszewską w Kazimierzu Dolnym. W kawiarni "U Dziwisza" przegadałyśmy przeszło pół godzinki. Po powrocie do domu przez sentyment zerkałam na serial.
    plakat do filmu Przepis na życie (2011)
    Historia „Przepisu na życie” udowodni, że nawet z najcięższej sytuacji można wyjść obronną ręką, a przede wszystkim nauczy nas, że nigdy nie jest za późno by szukać swojego upragnionego szczęścia!

Do zabawy zapraszam/wkręcam :)

Dziewczyny, mam nadzieję, że będziecie się tak dobrze bawić, jak ja :)
Może to Was rozgrzeje w ten bardzo mroźny dzień :)

niedziela, 29 stycznia 2012

Serdeczna girlanda


Koniec z płaczliwymi postami. Wy, moje kochane czytelniczki, podobno wzruszyłyście się, oglądając album z mojego poprzedniego posta, po czym ja się wzruszyłam, mój mąż się wzruszył, a syn ? A syn dziękuje Wam, drogie Ciocie, za życzenia urodzinowe.

W podziękowaniu za życzenia i bardzo ciepłe komentarze przesyłam Wam, chociaż wirtualnie ale szczerze, s e r d e c z n ą girlandę. Mam nadzieję, że czujecie ciepło bijące od niej. Zrobiłam ją trochę z powodu smutku, kiedy trzeba było zdjąć dekoracje świąteczne i włożyć do pudeł. Ciężko mi się z tym pogodzić. Lubię świątecznie udekorowany dom, poprawia mi humor i ciągnęłabym to bez końca. Nie rozumiem osób, które rozbierają choinkę 6-ego stycznia. U mnie zielone drzewko stoi, dopóki się nie posypie. Od dwóch lat kupujemy choinkę w donicy, bo taka prawie nie gubi igieł. Potem wystawiamy ją na taras.

Ale się rozgadałam. Chciałam tylko zaznaczyć, że brak mi dekoracji na "ścianie płaczu" w salonie. To ją sobie zrobiłam.

Jak wiedzą moje wierne czytelniczki, serducha w domu muszą być. Użyłam do decu ulubionych serwetek i dodałam koronki, żeby ocieplić ten "obraz".





U sprzedawców żyrandoli na starociach kupiłam kryształowe elementy. A to dlatego, żeby ozdoba choć w zbliżonej formie pasowała do kryształowego żyrandola w salonie.




Serce - za serce !














Przepraszam za jakość zdjęć, ale kryształy odbijają światło (po to są) i dlatego tak trudno jest zrobić dobrą fotkę.

Do następnego. A powiedzenie "trzymajcie się cieplutko" przestało być sloganem, a stało się szczerymi życzeniami, wziąwszy pod uwagę spadający słupek rtęci.

Miłego wieczoru.

czwartek, 26 stycznia 2012

Eat, sleep, scrapbooking


Tak wyglądało moje życie przez ostatnich kilka dni. Mój syn, chociaż: to nie do wiary, niemożliwe i kiedy to zleciało, skończył 18 lat.

Od dawna myślałam, jak w symboliczny sposób podsumować ten etap jego życia.

Jeżeli kiedykolwiek byłyście w sklepie z tzw. pamiątkami, to wiecie, że stamtąd można co najwyżej wiać. Okropne gadżety, figurki bez gustu, skarbonki w kształcie cycatej blondynki, kufle piwa i tym podobne kwiatki. Nic gotowego mnie nie zadowoli. Postanowiłam sama zrobić prezent wykorzystując nowo nabyte umiejętności.

Jako że lubię, a nawet kocham zdjęcia, a także różne cytaty i sentencje, postanowiłam zrobić synkowi małemu album, wzorując się na dokonaniach scrapbookingowych koleżanek z blogów oraz swojej cząstkowej wiedzy z jednego zaledwie kursu LO'sa.

W wolnych chwilach między świętami, a Sylwestrem zaczęliśmy z mężem przeglądać dziesiątki albumów i zdjęć na płytkach CD. Szybko okazało się, że moje założenie - jedno zdjęcie na jeden rok - nie ma szans realizacji. W ciągu roku działo się za dużo fajnych rzeczy, żeby je pominąć. Męki twórcze - co wybrać. Wróciły wspomnienia, przeżycia dobre i złe, wesołe i smutne - łzy wzruszenia same leciały, czemu te lata tak szybko minęły. W tych dniach, kiedy kładłam się spać, mnóstwo myśli chodziło po głowie - pojawiały się poszczególne obrazy - mały chłopiec, potem nagle prawie mężczyzna. Przez kilka dni byłam zamyślona i jakby zawieszona w próżni. Do tego doszła konieczność wykonania pracy w tajemnicy.

Zakupiłam mnóstwo papierów, kilka paczek ćwieków - same męskie, kolorowe guziczki, kwiatki (użyłam 2 !), taśmy kolorowe, stempelki, okładki i kartki w kształcie gitary. Jak się potem okazało, wszystkiego było za mało.

Wystarczy tych opowieści, niech prezent z przesłaniem obroni się sam. Proszę o wyrozumiałość. To mój pierwszy album, a przecież dziewiczy wyrób nie może być idealny, prawda ?
 
  
Najpierw życzenia od nas...

i zawieszki z sercem i koniczynką na szczęście

  

Okładki, zrobione z trzech różnych pasków papieru, miały być przesłaniem:
  1. czas szybko leci, wykorzystuj w dobry sposób każdą chwilę
  2. podróżuj i zwiedzaj świat, tak jak Cię nauczyliśmy
  3. kochaj nadal muzykę



Pierwsze zdjęcie w życiu syna, przy których odważyłam się przykleić jedyne kwiatki w całym albumie (boy !) i takąż koronkę
  
Początkowo poszły w ruch kolorowe guziczki - żółte, niebieskie, różowe.
Po kilku "latach - kartkach" zmieniły się w zielone i brązowe, aż w końcu stały się m e t a l o w e.

  
Podobną drogę przebyłam wybierając papiery do scrapu, od śpioszkowo-serduszkowych, do bardziej stonowanych, aż po poważne okładki.


Nawet ćwieki przeszły metamorfozę, od baloników, motylków i serduszek, do prostej formy guzika.






Tu przywiązałam tag z oryginalnymi biletami z Legolandu

Agrafką przypięłam pierwszy w życiu skipass


Guziki przewleczone przez sznurki. MUSIAŁAM wykorzystać tę sztuczkę.




Ołówki dla 7-latka na rozpoczęcie podstawówki.




Tu przeszłam samą siebie - do wędki dowiązałam sznurek !






Poradnik życia w pigułce (to tylko fragment)


Kilka kartek w kształcie gitary kupiłam w Skrapińcu






Własnoręcznie wycięłam chorągiewki i baloniki ! Do teraz nie mogę w to uwierzyć !!!






Wybieranie zawieszek w sklepie internetowym to świetna zabawa, a przytwierdzanie ich jeszcze lepsza.




  

Świetna zabawa, ale wyczerpująca.





Pozostawiam Was z powyższym przesłaniem życząc dobrej nocy.

Przepraszam, ale ja naprawdę nie umiem pisać krótkich postów, tym bardziej dziękuję moim czytelniczkom za przemiłe komentarze i witam nowe Obserwatorki.

Wasza Umbrelka (zawieszki z umbrelką też kupiłam).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...