Nie wiem, skąd mi się to wzięło. Ni stąd, ni zowąd zaczęłam kupować i zbierać klucze. Na starociach na Kole wybierałam tylko te, które bardzo mi się podobały - miały ciekawszy od innych kształt, niepowtarzalny szczegół, niewielki napis, ciekawy odcień. Cieszyłam się, kiedy trafiały się szczególnie duże okazy.
Wisiały i zalegały mi te klucze w różnych miejscach, więc postanowiłam je zagospodarować.
Gdy spojrzałam na półkę leżącą od dawna na strychu, wiedziałam już, co zrobię. Rzeczona półka należała kiedyś do synów - stały na niej resoraki. Jest dość wąska, ale dla mnie to atut.
Do k l u c z o w e g o przedsięwzięcia w sam raz.
Niestety, trzeba było najpierw zedrzeć lakier. Nienawidzę ! Ale jak trzeba, to trzeba. Następnie w półkę wtarłam orzechową bejcę, potem białą farbę metodą suchego pędzla, na końcu wosk zamiast lakieru.
Wydrukowałam z netu napis Keys (niestety, nie pamiętam od kogo), idealnie pasujący do moich potrzeb. Nakleiłam go na deseczkę. Muszę się pochwalić, iż udało mi się tak zrobić przetarcia, że nie widać różnicy między napisem, a deseczką. Napis jest brązowawy, tym samym narzucił mi kolor półki.
Próbowałam dokupić na Kole haczyki, ale było wszystko, tylko nie to. Nadal trafiały mi się klucze, uchwyty, szyldy, a haczyki raptem dwa.
Moje zbieractwo zaczęło się od tego pęku kluczy, kupionego jako "pamiątka" z wakacyjnej wyspy Lanzarote.
Potem Mama wyhaftowała mi woreczek, który wypełniłam lawendą.
Serducho (znacie mnie) musi być nawet w przedpokoju. Prezentuje się tu jeden z ciekawszych kształtów kluczy.
Jak zobaczyłam papier do scrapbookingu z motywem kluczy, to nie uwierzyłam - mam przecież takie klucze, jak z obrazka ! Zrobię z nich bliźniacze parki naklejone na deseczce !
Największy i najcięższy klucz wymagał specjalnej oprawy. W ten woreczek jutowy obleczona była butelka wina mołdawskiego. Najpierw musiałam z wielkim poświęceniem je wypić ha ha - mam na myśli ilość :), nie jakość, bo było całkiem dobre. Odkleiłam z niego kartkę, włożyłam w środek tekturkę i już miałam gotowe tło do mojego kluczydła. Jeszcze tylko parę dodatków w postaci koronek, guzika i malutkich klamerek.
Na dole półki umieściłam zapasowe dwa "haczyki", może coś się na nie złapie hi hi.
Nadal lubię klucze i szyldy, zostało mi trochę w kartoniku. Poza tym nie pokazałam Wam wszystkich starych kluczy wiszących od dawna w przedpokoju, więc kiedyś jeszcze zaproszę Was do tego pomieszczenia.
Tymczasem zmiana tematu. W przyszłym tygodniu obchodzi urodzinki nasza chrześniaczka, wielbicielka kotków, więc zrobiłam kartkę pod jej gust.
Drugie życzenia, tym razem imieninowe, przekazuję komuś baaardzo bliskiemu, kto jest baaardzo daleko i za pośrednictwem tego cudownego wynalazku zobaczy kartkę, a dostanie ją dopiero po powrocie z wojaży. Wszystkiego najlepszego !!!
Życzę Wam weekendu ładniejszego, niż Święta i obiecuję, że następnym razem nie zobaczycie u mnie nawet najmniejszego kluczyka.
Pa !




































