wtorek, 13 grudnia 2011

Moje pierwsze kartki

  
Nie śmiejcie się zaawansowane scraperki. To moje pierwsze w życiu kartki. Naprawdę. Niedawno byłam w hurtowni, zakupiłam papiery i dodatki, a gdy w końcu naszła mnie wena :) wzięłam się do roboty. Co prawda są to gotowe papiery z serii Przytulne Święta, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć.

Uwielbiam możliwość łączenia różnych materiałów takich, jak: guziczki, stemple, ćwieki, półperełki, koronki, wstążki. Wow! Lubię to.

Wreszcie mogę się wyżyć nie wąchając kleju ani lakieru. A cały czas mówimy o decoupage !!!

Mam ogromną satysfakcję, że w epoce SMS-ów zrobiłam sama kartki świąteczne. Odtąd będzie tak zawsze. Jeszcze tylko pójdę na kurs do Karoli, jak tylko będzie miejsce, bo ostatnio niestety zabrakło dla mnie.

Tymczasem wysyłam moje "arcydzieła".

Mam nadzieję, że się spodobają.

Zawsze to lepsze od SMS-a. A poza tym, jak postawić SMS-a na kominku ?! A kartkę przecież można :)








 






Ostatnio tuż po godz. 15-tej robi się ciemno. Trzeba temu zaradzić. Światło proszę !









Zapalać, czy nie ? Bo trochę mi szkoda :)




Wczoraj kupiłam tę oszronioną gałązkę. Drobiazg, a cieszy.


  
Dziękuję Wam za miłe komentarze i pozdrawiam starych :) i nowych obserwatorów !

 

czwartek, 8 grudnia 2011

Bombki i girlanda

W tym roku temat bombek omijałam szerokim łukiem. Zapierałam się kopytami, że nie zrobię ŻADNYCH nowych dekoracji świątecznych. Mam ich tyle na strychu, że nie wszystkie są wyjmowane z przepastnych kartonów, więc po co ? No ale ... uległam. Na Waszych blogach zaczęło się czerwienić, srebrzyć i złocić. Jak tu nie nabrać ochoty na odrobinkę świątecznego nastroju.

Ja też chcę !

Co prawda z powodu braku śniegu nastroju i tak kompletnie brak.
Ale bombki to odmieniły.

Przypadek sprawił, że znalazłam się w kawiarnio-sklepo-pracowni rękodzielniczej. A tam wsiąkłam na całego. Na pewno znacie to uczucie. Nie można sobie odmówić tych świecidełek, dżetów, kolejnych serwetek, plastikowych bombek do zdobienia. Pewna miła osóbka powiedziała mi, jak okleić plastikowe bombki (chyba bomby 16-centymetrowe) białym papierem ryżowym przy pomocy Modge Podge. Zrobiłam jedną i tak mi się spodobała (i praca, i bombka), że pojechałam po kolejne.

Oto niektóre ze zdjęć:

 Słodka robota ! Papier ryżowy biały trzeba rwać na kawałki wielkości ok. 5-cio złotówki i przyklejać Modge Podge, starając się nie robić zakładek. Na końcu polakierować tym samym preparatem.


Użyłam tu srebrnych dżetów i Pearl Makera

  


Duuużo śniegu



Z resztek serwetki ryżowej wymodziłam 2 świeczniki na tealighty


Dopiero zaczynam budować nastrój świąteczny. Wpadłam na pomysł, żeby z kilku udekorowanych przeze mnie elementów stworzyć girlandę i powiesić ją na ścianie.

Na deseczce najpierw zrobiłam crack jednoskładnikowy, potem serwetka, na niej śnieg i kropki Pearl Makera. Wygląda to ślicznie.



Zawieszka przyklejona na kartonie i polakierowana.

Jak zobaczyłam tę serwetkę ... przepadłam.

W tym roku wykupiłam na Kole co ładniejsze klucze :)

Tu znowu kropki z Pearl Makera

Nie lubię tej ściany, ale ma ona jedną zaletę. Ponieważ jest nijaka, na jej tle przedmioty dobrze się prezentują. Zrobiłam więc girlandę. Już czuję, że będę ją zmieniać i uzupełniać do Świąt.



Udało mi się też zrobić drewniane "karteczki" do prezentów w kształcie bombki



Poniżej na deser nasze klimaty:






Ten krasnal zawsze poprawia nam humor, ilekroć na niego spojrzymy.
Czyż nie jest słodki :) ?
  



Miłego weekendu. Wyjezdżam. Jak wrócę, pokażę Wam, gdzie byłam :)

Wiadomość z ostatniej chwili: Hurrrraaaaa ! Wygrałam candy u Shiraji ! jak przyjdzie paczka, pokażę Wam, co dostałam :)

niedziela, 4 grudnia 2011

Duża skrzynia ... i nie było już nikogo

Nie bójcie się dziewczyny.
Jeszcze mnie te duże skrzynie aż tak nie wykończyły, żebym przestała dekupażyć. To tylko tytuł sztuki teatralnej, na której byliśmy, ale o tym po ... tym.

Skrzynia ma znów duże wymiary 35 x 40 cm. Jakieś wielkogabarytowe szaleństwo mnie ogarnęło.

Od dawna "chodził" za mną papier ryżowy z zaczytaną, zamyśloną dziewczyną. Chodził i wychodził. Musiałam przykleić go na wieczku.

U dołu zrobiłam bielenie pasujące odcieniem do wzoru. Najpierw drewno pokryłam bejcą orzechową. Lubię wcierać bejcę, bo wtedy pokazują się prześliczne słoje drewna. Następnie przetarłam kremową farbą z odrobiną niebieskiej.


Tym razem koronka musiała być.

W środku wkleiłam kopertę listu z papieru ryżowego i różę z serwetki.
Nie chwaląc się, bardzo podoba mi się efekt i żałuję, że w taki sposób nie zrobiłam wieczka. Ale nic straconego, mogę tak kiedyś zaprojektować wieko.



Po raz pierwszy zamiast użyć lakieru wtarłam w dół skrzyni wosk do mebli. Ale zapach !
Wietrzeje jednak szybko.
Wosk lepiej wygląda na bielonym drewnie, niż lakier, nawet półmat.

Kolejne skrzynki będą mniejsze i baaaaaaaaaardziej kolorowe.

Teraz zapowiadana minirecenzja sztuki. Dlaczego piszę tu o teatrze ? Bo go kocham, mogłabym z teatru nie wychodzić. Staramy się z mężem jak najczęściej w nim "bywać".

Teatr Dramatyczny - "I nie było już nikogo"


Ażeby efektownie rozpocząć długi listopadowy weekend, mąż zaprosił mnie do teatru na sztukę mojej ukochanej A.Christie. Wcześniej dowiedzieliśmy się, że spektakl będzie wystawiany nie na scenie, a w foyer, i tylko dla 150-ciu osób. Zapowiadało się, że będzie inaczej, niż zwykle. Udało nam się usiąść w drugim rzędzie, a połowę pierwszego zajmowała biała ławka, która była elementem scenografii. Mieliśmy więc aktorów na wyciągnięcie ręki. Przedstawienie było oryginalne i zapadło nam w pamięć. Były slajdy, krótkie filmy, wiatr poruszający zasłonami, dużo efektów świetlnych i ruchu scenicznego, sugestywnych scen i niedomówień. Z powodu braku kurtyny (foyer) często zapadała ciemność, aby aktorzy mogli się "przegrupować".

Przez całą sztukę towarzyszyła aktorom śliczna, mała dziewczynka będąca narratorem.

Jeszcze w domu zastanawiałam się, jak rozwiążą problem pozbycia się 9-10 trupów ze sceny. Stało się jednak inaczej - one były tam cały czas ! Brrr...

Kto czytał, ten wie. A było to tak...

8 sierpnia przybywa na odludną Wyspę Żołnierzyków 10 osób. Wśród nich jest morderca. Wszyscy giną jeden po drugim w rytm makabrycznej dziecięcej rymowanki, którą upodobał sobie oprawca. Według niego każda z przybyłych osób jest winna śmierci innego człowieka, ale były to zbrodnie "przez zaniedbanie" - nie do udowodnienia w sądzie. Dlatego morderca sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość.

Efektowna muzyka przez całą sztukę podkreślała grozę sytuacji. Kostiumy kobiet bajeczne - nie mogłam się napatrzeć.

Ciekawostką jest fakt, że sztukę reżyseruje aktorka Aleksandra Konieczna - Honorata z serialu "Na Wspólnej".

Wyszłam z teatru zadowolona i pełna wrażeń. Polecam i sztukę, i książkę.

Jak wiadomo w czasie spektaklu nie wolno robić zdjęć, więc pokażę Wam tylko zdjęcia plakatu teatralnego, Teatru Dramatycznego i zdjęcie z gazety.



Gazeta Wyborcza

A oto dowód na to, jak bardzo lubię Agathę Christie. Na regale obok sypialni mam ok. 70-ciu książek tej autorki, czyli prawie wszystkie, jakie napisała. Mam też jej biografie.


Gratuluję wszystkim wytrwałym, którzy przeczytali ten post do końca.

Do następnego...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...