Wyspy Kanaryjskie, zwane Szczęśliwymi, przyciągają umiarkowanym klimatem - jest ciepło, a nie przeraźliwie gorąco. Wyspy archipelagu są niewielkie - każdą można spokojnie zwiedzić w tydzień bez poczucia, że coś cię ominęło. "Kanarki" to nasze ukochane miejsce wakacyjne ze względu na przyjazny klimat, przepiękne widoki, łatwość zwiedzania i dobrą organizację. W poprzednie wakacje postanowiliśmy spędzić urlop na kolejnej z wysp - Lanzarote.
Lanzarote, czwarta co do wielkości wyspa archipelagu, zwana jest również Isla de los Volcanos (Wyspą Wulkanów) ze względu na 300 górujących nad nią stożków. Tworzą niemal księżycowy krajobraz (brak wody i silne wiatry skutecznie niszczą roślinność). 110 wulkanów nie próżnuje - mruczą, oddychają, prychają, kaszlą niewidocznymi chmurkami pyłu. Sejsmolodzy rejestrują ok. 20-stu minitrzęsień ziemi dziennie, są one jednak niezauważalne.
Jest to nieduża wyspa (ok. 70 km długości i 20 km szerokości), oddalona o blisko 100 km od wybrzeży Afryki. Urzeka surowym pięknem wulkanicznego krajobrazu, ale także architektury idealnie komponującej się z pejzażem. To w przeważającej części obszar suchy, jednak tak niezwykły, również ze względu na brak przemysłu, że UNESCO uznało tę wyspę za rezerwat biosfery. Zaskakujące dla przybysza jest to, że wszystkie domy na wyspie są bielone, ozdobione niebieskim okiennicami na wybrzeżu, a zielonymi w głębi wyspy. Podobno kiedyś mieszkańcy dostawali wiaderka wapna za darmo. Większość tubylców do teraz stosuje się do zatwierdzonej przez lokalne władze palety barw. Podstawowym składnikiem wyspy jest lawopochodna skała, która ma wiele odcieni i kształtów.
Kto sądzi, że ten kosmiczny krajobraz jest nudny, bardzo się myli. Zwiedzając wysepkę, zachwycaliśmy się ogromem wulkanów, niezliczoną ilością odcieni ziemi, zróżnicowaniem krajobrazu, małością człowieka wobec ogromu natury.
Wywołaliśmy część zdjęć z naszej wyprawy - tylko 322 :), które zapakowałam do trzech albumów i ozdobiłam, jak na zapaloną scrapbookerkę przystało. Trochę to trwało i oto już przed kolejnymi wakacjami taaa daaaaaam :) zdążyłam !
Jak niejednorodna i ciekawa jest to wyspa zdałam sobie sprawę ozdabiając albumy. Początkowo używałam tylko szaro-burych papierów, zwykłych sznureczków i stonowanych dekorów. Przy okazji parku kaktusów zawitała zieleń, kolorowe ćwieki i tagi. Tam, gdzie widać morze, pojawił się kolor niebieski, kolorowe motyle, tagi z ptakami, wielokolorowe sznureczki, taśmy i chorągiewki. Tak róznorodna jest właśnie Lanzarote, może kiedyś uda się Wam tam zawitać, popluskać w ciepłej wodzie, poleżeć na słoneczku w klimacie wiecznej wiosny.
Najbardziej zaskoczył mnie fakt, że wyspa w obecnym kształcie została "zaprojektowana" przez jednego człowieka Cesara Manrique, urodzonego na Lanzarote - genialnego architekta, malarza, rzeźbiarza i projektanta krajobrazu. W niepowtarzalny sposób wtopił twory człowieka w dziewiczą przyrodę - tunele lawowe, ruchome rzeźby wiatrowe, ronda, ogrody kaktusowe, punkty widokowe, dom w którym mieszkał.
Zapraszam na wycieczkę po wyspie:
Okładka albumu
Na początek - Park Narodowy Timanfaya, gdzie gości wita psotny diabeł będący symbolem parku, a wokół księżycowy (diabelski) krajobraz zastygłej, wulkanicznej lawy.
Strażnicy parku udowadniają, że wulkan parę metrów pod ziemią wciąż pozostaje aktywny. Sucha trawa rzucona w szczelinę (zdjęcie po prawej) natychmiast się zapala, a wiadro wody wlane specjalną rurą pod ziemię błyskawicznie zamienia się w gejzer pary wodnej - zdjęcie środkowe (a po lewej - wycięte z ulotki).
Restauracja El Diablo - oryginalne oświetlenie w kształcie patelni.
Potrawy griluje się wykorzystując ciepło płynące z wnętrza ziemi. Są bardzo smaczne, ale żeby dostać się do restauracji musieliśmy odstać swoje w kolejce :)
Na talerzu po lewej kanaryjskie specjały - grilowane mięso królika oraz ziemniaki - papas arrugadas - które są gotowane w łupinach w wodzie z ogromną ilością soli. Do tego podaje się zawsze sosy mojo - czerwony i zielony.
Dla odmiany po surowym krajobrazie Timanfaya pojechaliśmy do skansenu - ogrodu, z moimi ulubionymi bugenwillami.
Nie omieszkaliśmy zwiedzić muzeum wina El Grifo (po prawej u góry bilet wstępu). Całość wieńczyły degustacja i zakupy :). Obok zdjęć przykleiłam nalepki z butelek wypitego już wina, niestety :). Nad nimi przywiązałam "pamiątkowy" korek od butelki. Na zdjęciu po lewej charakterystyczny dla Lanzarote sposób uprawy winorośli - pojedyncze krzaki sadzi się we wgłębieniach o średnicy 4-5 metrów, a naokoło nich buduje się małe, kamienne murki. Umożliwia to wykorzystanie niewielkich opadów deszczu i nocnej rosy. Z bardzo słodkich winogron (próbowaliśmy) robi się między innymi przepyszne wina Malvasia i Moscatel.
Z ciekawością obejrzeliśmy ostatnie dzieło Cesara Manrique, Jardin de Cactus (ogród katusów). Zgromadzono tu 9700 sadzonek różnych gatunków, od 2-3 cm do 20-metrowych okazów ! Wnętrze ogrodu zaprojektowane jest w kształcie okręgu (wielkiej miski).
Do przyozdobienia tej strony wykorzystałam fragment opakowania z kupionego niedawno kwiatka (po prawej). Idealnie mi się tu "wpasował". Na zdjęciu siedzę :) na "fotelu teściowej" :))) Tak nazywa się kaktus, który bardzo lubię, choć ma przeeeerażająąąco długie i ostre igły.
Na zdjęciach po prawej uwieczniłam oryginalne oznakowanie toalet. Chyba nikt nie ma wątpliwości, która z nich jest damska, a która męska :))) Jako tła użyłam siateczki z recyklingu - po woreczku z cebulą.
Po lewej ogrodzenie parku, oczywiście w kształcie kaktusów.
Jameos del Agua - to kolejny projekt Cesara Manrique, wykorzystujący naturalne jaskinie utworzone przez wulkaniczne gazy. W fantazyjnych grotach stworzył kawiarnię, jezioro z jedynymi na świecie krabami albinosami,
basen w stylu mórz południowych. W ostatniej jaskini powstała sala koncertowa o doskonałej akustyce.
A to autoportret Artysty :)
Uwielbiam fotografować drzwi i okna - tu Kościół w Teguise. Zdjęcia nakleiłam na kartki starej, pożółkłej książki.
Zupełna zmiana klimatu - nowoczesna, wczasowa miejscowość Playa Blanca. Można godzinami spacerować po sklepowych uliczkach ...
z widokiem na ocean.
Jeszcze jedna winiarnia. Na tej karcie również nakleiłam na pamiątkę nalepki z wina.
Nie omieszkaliśmy odwiedzić Doliny Tysiąca Palm - Haria.
Myślę, że moim koleżankom - fankom bielenia - podobają się domki na Lanzarote.
Puerto del Carmen - miejscowość, w której mieszkaliśmy. Fragment najstarszej, typowo kanaryjskiej części miasta, z drewnianymi balkonami.
A to tylna okładka albumu.
Wygrałam Candy !
W tym tygodniu spotkała mnie niezwykła niespodzianka - wygrałam Candy u Maciejki !!!!! (
http://maciejka-wracamdodomu.blogspot.com)
Po otwarciu paczuszki bardzo się ucieszyłam i zdziwiłam, bo zawartość była dużo bogatsza niż zapowiadana. Otrzymałam dwa uszyte serducha z materiału, które uwielbiam. Maciejka dodała mi też mnóstwo przydasi do scrapbookingu i kilka serwetek zgodnych z moim gustem, nie wspominając już o zawieszce z motylkami, która zawiśnie w moim domu na honorowym miejscu :))).
Dziękuję Ci Kochana ! - sprawiłaś mi ogromną radość.
Żegnam osoby, które dotarły do końca tego długaśnego posta. I tak czuję ogromny niedosyt, ponieważ chciałam opowiedzieć Wam jak najwięcej o naszej podróży, a mam wrażenie, że zaledwie "liznęłam" temat.
Niedługo ogłoszę moje pierwsze Candy - bądźcie czujne :)
Pa pa !
Umbrela